wtorek, 1 sierpnia 2017

Po słowackiej stronie - wtorek (5)

Po wielu przygodach trafiliśmy w końcu do raju... do Słowackiego Raju. Miejsce mi znane. Kiedyś miałam już okazję samotnie wędrować po ścieżkach i wąwozach, obsypanych jesiennymi liśćmi (klik).
Wybrałam jeden z najbardziej atrakcyjnych szlaków - Przełom Hornadu. Tym razem dominowała soczysta zieleń. 




Drewniane kładki, metalowe  klamry i półki, wbite w pionową skałę - to jest to, co sprawia, że człowiek zachwyca się tym miejscem. I ma ochotę na więcej.






Wszyscy z naszej grupy doskonale sobie radzili z przeszkodami na szlaku. Tempo było trochę dla mnie męczące, ale dałam radę.


I wszystko było dobrze do momentu, kiedy zbyt energicznie i niepotrzebnie machnęłam ręką, w której był aparat fotograficzny.


A później było strome zbocze, plątanina drzew, krzaków i połamanych gałęzi oraz spienione wody Hornadu.


I tego dnia nie było już fotografowania.

CDN

16 komentarzy:

  1. Niesamowite miejsce!!! Szczególnie zachwycają mnie te skały porośnięte mchami, trasa dla wyrobionych piechurów, ja niestety nie dałabym rady, fajnie, że mogę sobie chociaż zdjęcia pooglądać :)
    Arte współczuję przygody z aparatem, zamoczył się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aparat został odnaleziony bez uszkodzeń.

      Usuń
    2. To dobrze, że aparatowi nic się nie stało, a najważniejsze, że ci co ratowali aparat wyszli z tego cało!

      Usuń
  2. I co z aparatem, trzymasz w napieciu, zamiast zachwycac sie widokami mysle o aparacie!!!czy to ten ktorego bateryjki trzeba rozgrzewac w rekach!? a swoja droga ten raj, jak kazdy raj, nęci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal trzeba ogrzewać bateryjki w rękach:)
      A do Raju też mogłabym pojechać jeszcze kiedyś:)

      Usuń
  3. Skandaliczne warunki! Trasa całkowicie nieprzystosowana dla kobiet! Jak po takim szlaku iść w szpilkach? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, zupełnie nie wiem w sprawie tych szpilek:)

      Usuń
  4. A co do przygód fotograficznych - niedawno pośliznąłem się i klęknąłem w kałuży. Aparat miałem w dłoni, ale jakoś w ostatnim momencie (sam nie wiem jak, po prostu cud! :D) udało mi się przekręcić rękę i oparłem się w rzadkim błocku wierzchem dłoni, a nie na aparacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że przygoda się tak skończyła:)

      Usuń
  5. Oj, zmroziło mnie. Dobrze, że aparat się znalazl. Też bym sobie takim pięknym szlakiem przeszła, ale we własnym tempie.
    Pasek aparatu zawsze okręcam wokół ręki, żeby mi nie wypadł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ups... Ale najważniejsze, że aparat przeżył. Wyobraziłam sobie spacer po tych deseczkach w deszczowy dzień.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na dole posta napisane CDN, znaczy się ciąg dalszy nastąpi, a kiedy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, przeczytałam i skomentowałam :)

      Usuń

Serdecznie dziękujemy za komentarze i wszystkie dobre myśli :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...